Morawiecki a tolerancja.

Kilka dni temu Mateusz Morawiecki powiedział, że „tolerancja jest w naszym DNA. Nikt nie musi nas tolerancji uczyć, ponieważ Polacy uczyli się jej od wieków”. Śmiemy twierdzić, że nie wszyscy mają te tolerancyjne geny, a takie słowa z ust polityka Prawa i Sprawiedliwości brzmią jak żart.

Ta wypowiedź Mateusza Morawieckiego padła podczas konfernecji prasowej – zapytano go o list 50 ambasadorów, w którym wstawiają się oni za społecznością LGBT w Polsce, stanowczo potępiając wszelkie akty dyskryminacji. Morawiecki powiedział, że nie zgadza się z tym, że w Polsce są osoby którym odbiera się szacunek. Chętnie odświeżymy pamięć pana premiera, przypominając mu o słowach Andrzeja Dudy w kampanii prezydenckiej – „LGBT to nie ludzie, to ideologia” nie brzmi raczej jak przejaw szacunku.

Mateusz Morawiecki uznał też, że „strefy wolne od LGBT” to deepfake – oprócz użycia tego sformułowania w nieprawidłowy sposób, uniknął też wypowiadania się na temat istoty calego sporu. Nie chodzi w nim przecież o tabliczki, które były inscenizacją, a o akty podejmowane przez rady gmin. Uchwały te były homofobiczne i pełne nienawiści – mimo tego, że nie wynikały z nich żadne konsekwencje prawne, nigdy nie powinny zostać podjęte.

Mateusz Morawiecki jest więc ostatnią osobą, która ma prawo uczyć innych tolernacji, a politycy Prawa i Sprawiedliwości mają w swoim DNA nie tolerancję, a nienawiść.

NAPISZ DO NAS

Masz pytanie lub komentarz? Czekamy na Twoją wiadomość!

Wysyłanie

©2021 .Nowoczesna Wszelkie prawa zastrzeżone

Zaloguj się używając swojego loginu i hasła

Nie pamiętasz hasła ?