Prawo do aborcji prawem człowieka.

Październik 2016 – „Stop aborcji”, kwiecień 2020 – „Zatrzymaj aborcję”, październik 2020 – wniosek do Trybunału Konstytucyjnego. To już trzeci raz, gdy fundamentaliści religijni chcą odebrać kobietom prawo do aborcji. Niestety, w Polsce nie mówimy o sprzeciwie wobec aborcji na życzenie, czegoś co jest już oczywistością w wielu krajach rozwiniętych. W naszym kraju Polki muszą bronić podstawowej możliwości ochrony przed torturą psychiczną i ocalenia siebie przed doświadczeniem rodzenia zmarłego czy upośledzonego dziecka.

Zwolennicy tej ustawy nie przejmują się niczym, poza doprowadzeniem płodu do narodzin. Wystarczy, że przyjdzie ono na świat, zostanie ochrzczone, a potem może konać godzinami i pójść do nieba. Tak samo nie przeszkadza im przykra egzystencja trwająca kilka, kilkanaście lub więcej lat, przepełniona bólem i oczekiwaniem na śmierć – czy też brak świadomości w ogóle, bezrozumne wegetowanie do smutnego końca. Zmuszanie kobiety do rodzenia niechcianego dziecka ma skutek dwojaki – z jednej strony często prowadzi do depresji poporodowej, przez którą kobieta może nabawić się lęku przed kolejnymi ciążami bądź mieć trudności z pokochaniem wepchnięto jej dziecka. W ten sposób naraża się zdrowie psychiczne matki, która może zostać popchnięta nawet do zakończenia swojego życia. Z drugiej strony należy też wziąć pod uwagę los dziecka – każdy z nas chciałby przecież trafić do rodziny, w której będzie chciany.

Gdyby zmuszać kobiety do rodzenia chorych dzieci, państwo byłoby wtedy moralnie zobligowane do zapewniania wsparcia socjalnego, a jak wiemy doskonale PiS bardziej zainteresowany jest przekupywaniem elektoratu – rodzice niepełnosprawnych dzieci z pewnością nie są na tyle liczną grupą, by opłacało się zabiegać o ich poparcie.

Jednocześnie osoby z tej inicjatywy, które deklaruje taką troskę o prawo do życia, zaskakująco często należą równocześnie do środowisk dehumanizujących innych – osoby LGBT, uchodźców, czy tych odmiennej etniczności bądź religii. Nazwa pro-life nie pasuje do tej inicjatywy, która nie ma nic wspólnego z troską o życie – o wiele lepsze byłoby anti-choice, czy, bardziej dosadnie, pro-death lub anti-life.

W przeszłości sejm dwukrotnie nie pozwalał na ograniczenie prawa do aborcji, nawet posłowie Zjednoczonej Prawicy nie poparli w całości takich projektów. Chciałoby się powiedzieć, wiwat PiS, mamy chociaż zachowany kompromis! Nie można jednak dać się zwodzić przez takie działania, ponieważ sprzeciw ten nie wynika z troski o losy kobiet, a jedynie z politycznej kalkulacji i obawami przed masowymi protestami. Nie zapominajmy jednak, że Trybunał Konstytucyjny, który ma zająć się tą sprawą, jest niczym innym niż wykonawcą woli Jarosława Kaczyńskiego, więc jakiekolwiek orzeczenie nie padnie, to stał za nim będzie prezes partii rządzącej.

Filip Surmacz

NAPISZ DO NAS

Masz pytanie lub komentarz? Czekamy na Twoją wiadomość!

Wysyłanie

©2021 .Nowoczesna Wszelkie prawa zastrzeżone

Zaloguj się używając swojego loginu i hasła

Nie pamiętasz hasła ?