Przyłębska, czyli hipokryzja pisowskich nominatów.

„Jest cały czas wśród tych ludzi jeszcze wielu sędziów, którzy swoje pierwsze legitymacje sędziowskie otrzymali jeszcze od komunistycznej władzy. Tamto im się podobało, teraz im się nie podoba.” – takich słów użył kilka miesięcy temu Andrzej Duda, opisując stan polskiego wymiaru sprawiedliwości.

Do grona tych sędziów należy również prezes Trybunału Konstytucyjnego, Julia Przyłębska.

Fakt ten jest już powszechnie znany, ale kłopotliwy dla Ministerstwa Sprawiedliwości – jej nazwisko nie znalazło się na opublikowanej niedawno liście sędziów powołanych w czasie PRL.

Do skaz w życiorysie prezes TK należą również liczne błędy w orzecznictwie – dwukrotnie zarzucono jej wydanie wyroku „z rażącym naruszeniem prawa”. Dlatego odrzucając jej kandydaturęna sędziego sądu okręgowego stwierdzono, że jej powrót do orzekania byłby „niekorzystny dla wymiaru sprawiedliwości”.

Trudno jest więc zrozumieć, dlaczego miałby być korzystny… na stanowisku prezesa Trybunału Konstytucyjnego.

NAPISZ DO NAS

Masz pytanie lub komentarz? Czekamy na Twoją wiadomość!

Wysyłanie

©2020 .Nowoczesna Wszelkie prawa zastrzeżone

Zaloguj się używając swojego loginu i hasła

Nie pamiętasz hasła ?